Bartosz
Krzysztanowicz

#

Garść wspomnień...

Podcast i Blog:

Strona na facebooku

Copyrights by Bartosz Krzysztanowicz - 2011

„Wywołałem do tablicy” ZNANYCH ludzi sukcesu zadając pytanie:

Ostatnio wpadł mi do głowy pewien pomysł, nakierowany trochę słowami B. Tracy (to również nie jego słowa) ale umieścił je w jednym ze swoich wystąpień nagranych na YT. Opowiadał w nim o tym co by zrobił gdyby nagle stracił wszystkie pieniądze jakie ma i stał się biedny. Powiedział tam że, pożyczył by trochę pieniędzy, kupił drogi garnitur i zaczął chodzić do drogich lokali, tam gdzie bogaci ludzie rozmawiają o biznesie.

Zainspirowany tymi słowami zacząłem się zastanawiać czy ma to jakieś przełożenie na rynek POLSKI i pomyślałem że dobrze było by zadać takie pytanie ludziom sukcesu z naszego rynku. Całkowicie przypadkowo znam ich paru, więc skażony wiejską mentalnością, nie myśląc za wiele po prostu zadałem podobne pytanie oznaczając jeden po drugim wspaniałych kolegów sukcesu naszego rynku, pytanie brzmiało:

15513_883730555005141_8889052182278208165_n„Załóżmy hipotetycznie że w tym momencie bankrutujesz, (nie ważne z jakiego powodu), mówi się że amerykańscy milionerzy bankrutują średnio 2,5 raza zanim osiągną potęgę finansową. Powiedzmy że zostaje ci w kieszeni 500 zł i ogromne doświadczenie które rzecz jasna przez wiele lat prowadzenia biznesu zdobyłeś. Jaka jest pierwsza rzecz którą robisz ?”

Oznaczyłem, tym samym prosząc o odpowiedź: Tomasza Damiana, Łukasza Milewskiego, Daniela Kubacha, Kamila Dunowskiego, Marcina Oniszczuka, Marcina Godlewskiego, Piotra Mosio, Piotra Majewskiego, Pawła Danielewskiego i Mateusza Grzesiaka.

Nie wszyscy odpisali, nie każdy mógł, ponieważ trzeba pamiętać że ci ludzie są prawdziwymi kowalami swojego losu i ciężko pracując, nie zawsze mogą oderwać się od swoich zajęć, ale kilku z nich udzieliło odpowiedzi, którą myślę że wiele osób z powodzeniem może wykorzystać w swojej sytuacji życiowej. Celowo nie komentuję żadnej z wypowiedzi ponieważ dzięki temu przekaz zostanie nieukierunkowany moim myśleniem i może bezpośrednio odnosić się do waszej obecnej sytuacji.

Paweł Danielewski:
Odnośnie co dana osoba początkująca powinna zrobić mając 500 zł. Widzisz z perspektywy ostatnich lat widzę, że to nie jest kwestia konkretnej metody. Bo nawet jeśli dasz najlepszą strategię np. sprzedażową, która wiesz, że wygenerowała konkretny wynik to w rękach takiej osoby efekt może być mizerny.

To tak jakby najszybszy bolid F1 przekazać w ręce niedzielnego kierowcy czy profesjonalny aparat fotograficzny za 20 tysięcy. Osoba bez konkretnej wiedzy nie wykorzysta pełni jego możliwości.

Czyli podstawą jest wiedza.

Oprócz wiedzy pojawia się drugi problem. Możesz nauczyć daną osobę krok po kroku jakie funkcje ma aparat. Naczysz ją jak poruszać się bolidem. Będzie znała każde ustawienie sprzętu jednak szansa, że wypadnie na najbliższym zakręcie jest bardzo duża tak samo jak świetny aparat w rękach osoby znającej jego funkcje nie determinuje tego czy zdjęcia będą wysokiej jakości. Za to odpowiada doświadczenie, które musi nabrać z czasem.

Czyli drugi element to doświadczenie i trzeci czas.

I tu dochodzimy do core całości czyli swego rodzaju „rdzenia”.
Aby dowolna osoba mogła przez kilka miesięcy czy lat uczyć się, ponosić liczne „porażki” i zdobywać doświadczenie oprócz wytrwałości potrzebuje trzech elementów.

Decyzji, wiary i motywacji, które zrodzą pasję.

Pasji nie możesz kupić ani za 500 zł ani za 500.000 zł. Możesz za to podjąć prawdziwą decyzję. Wiarę i motywację jesteś w stanie utrzymać tylko wtedy gdy będziesz działał w sposób w którym co jakiś czas odniesiesz choćby minimalny sukces (np. pierwsze 100 osób na stronie, pierwsza sprzedaż). Jeśli do tego uświadomisz sobie, że to jest sukces to zwiększy Twoją wiarę i motywację.

Ostatni punkt całego równania to podjęcie decyzji. Są decyzje (np. w tym roku rzucę palenie a i tak palimy dalej) i prawdziwe decyzje (przestaję palić i więcej do tego nie wracam)

Prawdziwa decyzja zostaje podjęta gdy coś jest dla nas naprawdę ważne. A naprawdę wazne staje się wtedy gdy wysiłek który musimy poświęcić aby zdobyć wiedzę, doświadczenie i znieść porazki mniej nas kosztuje niż ból który towarzyszył nam dotychczas.

Najłatwiej można to zauważyć na przykładzie dentysty. Większość kojarzy dentystę z bolem dlatego też nie chodzimy do niego. Dopiero w momencie gdy ból zęba przerasta strach jaki kojarzymy z jego usługami decydujemy się iść do niego.

Od jakiegoś czasu wychodzę z założenia, że jeśli ktoś jest biedny, gruby, czuje się fatalnie to ma zarazem największe predyspozycje do tego aby osiągnąć sukces.

Dotrze do momentu w którym poziom jego złych emocji dotknie zenitu a wtedy spojrzy w lustro i powie „k…wa, pier…le to, nigdy więcej nie dopuszczę do tego aby …” i tutaj problem.

Taka decyzja, wychodząca z bólu z perspektywy czasu jest znacznie mocniejsza i bardziej motywująca niż gdybyśmy byli zawieszeni pomiędzy stanem gdy np. stać nas na podstawowe rzeczy ale nie stać na na nic więcej. Czyli taki etap wegetacji.

Reasumując. Moim zdaniem jeśli ktoś sam nie zazna bólu odpowiednio dużego do tego przekroczył granicę nicnierobienia… nie bedzie w stanie tak po prostu się zmienić. Dopiero osiągnięcie dna daje możliwość wybicia. Dno dla każdego jest jednak na innym poziomie.

Impuls do zmiany może wyjść od nas np. przed lustrem jak i może przyjść z zewnątrz od znajomego. Zauważ, że bardzo często mobilizujemy się gdy ktoś mówi nam „nie dasz rady, jesteś beznadziejny etc.” wtedy reakcja jest odwrotna „co? ja nie dam rady? no to patrz”. Dlatego m.in. zamiast w pierwszej swojej wypowiedzi łagodnie pisać „nie no, dasz radę, trzymam kciuki” co tak naprawdę spływa po każdym bez większego efektu napisałem mocniej aby wywołać w Tobie impuls. Coaching prowokatywny

Jest również ryzyko, że zamiast w stronę „zrobię to” całkowicie się załamie lub co gorsza zrobi sobie lub innym krzywdę. W takich przypadkach raczej pozostaje już specjalistyczna pomoc i dopiero po niej możliwość ponownej próby konstruktywnej zmiany.

Co więc zrobiłbym z 500 złotymi? zakładam, że podjęta została prawdziwa decyzja więc te pieniądze wydałbym na narzędzia. Wiedzę zdobyłbym z darmowych szkoleń online i biblioteki publicznej (tam jest wszystko)

Ps. większość z osób tutaj byłaby na innym poziomie nawet po bankructwie niż osoba która dopiero zaczyna.

Większość ma:
1. listy mailingowe więc jednym mailem generuje kilkadziesiąt tysięcy w kilka dni.
2. kontakty, przyjaciół, znajomych więc jednym telefonem otrzymuje prawie wszystko co jest potrzebne do startu z wysokiego poziomu
3. limity na kartach kredytowych pozwalające przeprowadzać kampanie marketingowe z budżetem podobnym do poprzedniego
4. opcjonalne ruchomości (playstation, kilka maców etc) które można by zamienic na gotówkę a których zniknięcia by się nie zauważyło. No może z wyjątkiem tego playstation.

Michał Wawrzyniak:
Ci z nas, którzy to robią od lat dostają takich anonimowych pytań dziennie dziesiątki i każdy kto poważnie traktuje to jako misje, a nie tylko pracę zarobkową, ma coś co może innym dać.

Ty zapewne znasz już na pamięć Http://www.s9mk.pl – ktoś z 500 pln w ręce nie powinien ich wydać, ale dobrze się najeść korzystając z tego co dostępne za darmo.

Piotr Mosio:
Ja od siebie bym polecil jako pierwsze znalezienie pracy jakiejkwiek na etacie ktora da pieniadze na chleb i dach nad glowa ( moze wyjazd za granice do pracy zalezy od sytuacji ) a potem zaczecje na 1/4 budowanie projektu ktory bedzie zgodny z twoja misja zyciowa i wizja. Trzeba tez zadac sobje pytanie ” w jaki sposob ja to stworzylem ” to pytanie ktore daje ci rozwiazania a nie wybieranie drogi ofiary i mowienie ze to oni ekonomia itp sa zli i to ich wina. Podsumowanie dotychczasowych lekcji ktore musimy dla siebie wyciagnac. A potem biznes plan na przyszlosc instrukcja jest tutaj http://youtu.be/VuJmQVDvM04 a reszte masz w sobie.

Piotr Majewski:
Zrobiłbym to, co zrobiłem prawie 15 lat temu gdy zaczynałem: wziąłbym się do roboty i zaczął tworzyć wartość dla ludzi. I nie potrzebowałem do tego aż 500 zł.

Adrian Kołodziej:
Masz przecież aktywa jakie wypracowałeś (kontakty, listy adresowe, oferty, sekwencję followup, zaufanie wśród klientów). Mógłbym od razu zatelefonować do najlepszych klientów i zaproponować swoje usługi. Wysłać mailingi do list adresowych itd. Nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia.

Kamil Dunowski:
1. Pokora – co robiłem nie tak, co leży w mojej strefie wpływu za co muszę wziąć odpowiedzialność by to sie nie powtórzyło.
2. Rozeznanie w zasobach + rozeznanie rynku gdzie najszybciej moge wnieść wartość.
3. Kask na głowę i zapier….am aż do uzyskania efektu.

Kacper Bisanz:
A ja już miałem taką sytuacje w której na raz padły mi 2 inwestycje i biznes. Co trzeba robić?
1. Przeanalizować błędy i nie powtarzać ich – porażki finansowe mało kiedy są z przyczyn losowych – z reguły wina leży w nas.
2. Zacząć analizować dosłownie
każde swoje przychody i wydatki
3. Obniżyć koszty stałe. Nie oszczędzając przy tym na bliskich i edukacji.
4. Pamiętać, że skoro już coś wcześniej osiągnąłeś to dalej masz zasoby aby znowu osiągać i to zazwyczaj więcej.
5. Wybrać jedno źródło zarobku i skupić się na budowaniu jego ile się da (najlepiej po 14 godzin na dobę). Przy tym warto myśleć wielkimi kategoriami
6. Wejść w środowisko ludzi bardziej ogarniętych finansowo.
7. Być wytrwałym w obranym celu. Amen.

PS: 500 zł zainwestowałbym w cokolwiek – nie jest ono potrzebne do zbudowania fortuny. Swego czasu miałem jedną z 20 największych firm hostingowych w Polsce, którą zaczynałem mając 12 zł w portfelu i nie ruszając ich.

Piotr Pakuła:
Tylko kasyno. A serio, jak zbankrutujesz masz więcej kasy niż jak działasz, bo wszystko w obrocie, w terminach, wirtualne, w towarze, w produkcji w toku. Jak strzelasz bankruta to od jakiegoś czasu zaczynasz nie płacić i wszystko zbierasz. Finalnie goły nie zostajesz, wręcz przeciwnie. Niby skąd amerykańscy wielcy po bankrucie znów zaczynają działać? Bo tylko tak kończą zeszłą działalność. Widze ktoś tu jeszcze nie zbankrutował ;))

Zbigniew Prochowski
Ponieważ udało mi sie zbudowaść dość dobry biznes z jedną z firm MLM, to widząc wartość w tego typu zajęciach, starałbym się jak najszybciej poszukać sobie takiego MLM’u, który koreluje ze mną. Nastepnie bardzo poważnie zabrał się do roboty. Wiadomo, spotkanie za spotkaniem, rozmowy i dopinanie. Myślę, że działając uczciwie i szczerze w ten sposób, można w dobrej firmie po 3 miesiącach mieć już całkiem fajny dochód. Tak bym zrobił.

Ponieważ odpowiadaliście na zadane przeze mnie pytanie na moim profilu to pozwoliłem sobie przekopiować treść waszych odpowiedzi w niezmienionej formie na mojego bloga tworząc przy tym bardzo ciekawy i pouczający artykół, jednak jeśli ktoś z was nie życzył by sobie występować w roli eksperta w tym artykule, pomagając w ten sposób ludziom, to proszę o kontakt bezpośrednio ze mną, postaram się ustosunkować do waszej prośby.

Oryginalny post na FB: KLIKNIJ TUTAJ